dzieńdobry nie zaczęło się od pomysłu na firmę. To nie był moment, w którym usiadłam i zdecydowałam, że chcę stworzyć markę odzieżową. To przyszło dużo wcześniej, tylko wtedy jeszcze nie umiałam tego nazwać. Od zawsze miałam w sobie potrzebę tworzenia — taką bardzo fizyczną, wręcz nie do zatrzymania potrzebę wyrażania tego, co czuję, co widzę i co przeżywam.
Dość szybko zrozumiałam, że dla mnie tworzenie nie zaczyna się przy projektowaniu. Ono zaczyna się w życiu.
Bardzo dużo podróżuję i to nie jest dla mnie dodatek ani „inspiracja do pracy”. To jest część procesu. Zbieram świat — kolory, które widzę przypadkiem na ścianach, wzory z ubrań ludzi, których mijam, światło o różnych porach dnia, energię miejsc. Czasem są to rzeczy bardzo konkretne, a czasem coś, czego nie umiem nawet nazwać.
Od początku jest w tym też Norbert. I to jest dla mnie bardzo ważne, żeby to powiedzieć. Jesteśmy do siebie w pewien sposób bardzo podobni, a jednocześnie zupełnie różni.
To wszystko zostaje ze mną, ale nie trafia do projektów wprost. Najpierw przechodzi przeze mnie — przez moje emocje, doświadczenia i to, kim jestem w danym momencie. Dopiero potem zaczyna się z tego coś tworzyć. Dlatego dzieńdobry nie jest marką inspirowaną światem w dosłowny sposób. To marka, która przepuszcza świat przez serce. I może właśnie dlatego te rzeczy niosą w sobie coś więcej niż tylko formę — są zapisem momentu, emocji i doświadczenia.
Ale dzieńdobry nigdy nie było tylko o mnie. Od początku jest w tym też Norbert. I to jest dla mnie bardzo ważne, żeby to powiedzieć. Jesteśmy do siebie w pewien sposób bardzo podobni, a jednocześnie zupełnie różni.
Ja jestem osobą, która łatwo odlatuje — w pomysły, w wizje, w nowe kierunki, w zmiany. Potrafię iść bardzo intuicyjnie i bardzo szybko. I wiem, że gdyby nie Norbert, ta marka mogłaby się gdzieś po drodze rozmyć.
Norbert jest artystą. Rozumie estetykę, proces, rozumie mnie i sposób, w jaki tworzę. Mamy podobne czucie tego, co robimy, podobny styl pracy i działania. Lubimy, kiedy jest luźno, kiedy jest przestrzeń, kiedy można działać bardziej organicznie niż według sztywnego planu. Lubimy, kiedy jest trochę jak w domu — bardziej rodzinnie niż formalnie. I w tym wszystkim wzajemnie się napędzamy.
Jednocześnie to on buduje strukturę. To dzięki niemu dzieńdobry stoi na własnych nogach. Trzyma rzeczy w całości, daje ramy, pilnuje fundamentów. W momentach, kiedy ja jestem w ruchu, on utrzymuje stabilność.
Ta równowaga jest dla mnie kluczowa. dzieńdobry powstaje gdzieś pomiędzy — pomiędzy intuicją a strukturą, pomiędzy czuciem a działaniem, pomiędzy wolnością a stabilnością. I myślę, że właśnie dlatego to działa.
dzieńdobry nigdy nie było idealne i nie chcemy, żeby było. To nie jest marka zaprojektowana pod wszystkich. To jest marka, która ma być prawdziwa.
Jeśli ktoś tu trafia i czuje, że to jest jego miejsce, to najczęściej dlatego, że też ma w sobie tę potrzebę — żeby czuć życie trochę bardziej, żeby się wyrażać i nie chować się w neutralności. I żeby mieć odwagę być sobą, nawet jeśli to nie jest zawsze najprostsze.